Bardzo lubię z kubkiem kawy w ręku zrobić tak zwany obchód. Co rano no może prawie co rano, bo czasami coś albo ktoś szyki mi pomiesza, chodzę dookoła domu oglądając, a to kwiatki, rabatki, roślinki, posiane posadzone warzywa generalnie wszystko to co w koło domu zrobiliśmy, posialiśmy posadziliśmy albo samo urosło. Przyglądam się co tam której zieleninie urosło, zakwitło czy uschło. Ot taki babski bzik. Taki mój relaks, może mało odlotowy, ale na mnie działa świetnie. A odkąd dostałam od mojej siostrzyczki bardzo stylowy kubeczek z przykrywką i kawa już przy chodzeniu na ręce nie wychlapuje to jest wprost rewelacja :)
I jak się w kwiatki wpasował.
Nie posiadam zapierających dech ogrodów i nie jestem wyszkolona w ich zakładaniu i pielęgnacji , ale lubię jak coś koło domu kwitnie. Mam więc swoją rabatkę na której sadzę to co tam gdzieś kupię czy dostanę od przyjaciół czy znajomych. Nieraz trzeba naprawdę wiele cierpliwości i pracy żeby utrzymać posadzone roślinki, za to zaraz za płotem natura robi mi "konkurencję" i zupełnie jakby od niechcenia tworzy cuda na zupełnie dzikiej łące.
Nasz znajomy, który jest człowiekiem lasu z krwi i kości twierdzi, że to co daje matka natura a w szczególności las może wystarczyć człowiekowi do przeżycia. No ja aż tak związana z naturą nie jestem, ale lubię czasami korzystać z tego co akurat urosło bez pomocy człowieka. Dlatego nigdy nie siejemy na przykład szczawiu. Mamy go pod dostatkiem zaraz za płotem, na łące a nawet w ogrodzie. To co prawda dziko rosnący szczaw, ale kiedy jeszcze jako dziecko mieszkałam na wsi zawsze właśnie z niego gotowało się zupę a i teraz nie widzę potrzeby żeby to zmieniać. Jest nieco bardziej wyrazisty w smaku niż ten siany, ale zupa szczawiowa - pyszna. Z mniszka lekarskiego , którego całe połacie rosną w koło domu też się robi różne takie miodki i likierki. Natomiast wczoraj poczęstowano mnie bardzo oryginalnym w smaku napojem z pokrzywy, a że tego zielska w naszej zagrodzie nie brakuje też spróbuję przyrządzić pokrzywowy napój tym bardziej że upały u nas straszne.
A od dwóch chyba sezonów eksperymentuję z rabarbarem. Co prawda rabarbar całkiem dziko chyba nie rośnie, choć kiedyś była to taka dziwna dla mnie zielenina ni to warzywo ni to zielsko. Z czasów wczesnego dzieciństwa pamiętam że rosło to to w trawie po szyję u sąsiadów i czasami podjadaliśmy piekielnie kwaśne łodygi. W duszy to nawet zazdrościłam sąsiadce, że ma takie szczęście, że to właśnie u niej urosły takie smakołyki. Ale jako dzieciaki jedliśmy różne takie "cuda". Wspomniany wcześniej szczaw właśnie tyle, że na surowo zebrany w garść gryzło się jak pęczek paluszków, teraz na samą myśl o takiej kwasocie skóra cierpnie, a gumowaty wyciek z drzew traktowaliśmy jak gumę do żucia. W dorosłym życiu jakoś nigdy nie ciągnęło mnie do rabarbarowych łodyg, widząc w sklepie powiązane w pęczki badyle przechodziło mi przez myśl po co to ludziom taka kwasota ? czy w ogóle ktoś to do czegoś kupuje? Ale w końcu i u mnie nastał rabarbarowy czas. Którejś wiosny kupując nasiona warzyw zobaczyłam właśnie nasiona rabarbaru, pomyślałam, a niech tam zobaczymy co to z tego wyrośnie. Posiałam i wyrosły ogromniaste badyle. Można by powiedzieć, że marzenia się spełniają ;) A skoro już wyrosło i właśnie sezon rabarbarowy w pełni to mamy rabarbarowy kompot i rabarbarowe bułeczki.
Witaj. Ciekawie tu u Ciebie. Zaglądam czasem. Pokrzywowego napoju przyznam, że nie piłam (pietruszkowy tylko), ale dziś robiłam jajecznicę z pokrzywą. Pyszna. Znajomy ma rację. Sama zaczynam korzystać z darów natury; szczególnie jeśli chodzi o leki. Co prawda pierwsze zioła kupiłam od zielarki, drugą turę z apteki zielarskiej, a niedawno sama posadziłam w dużej skrzyni kilka ziół; wrotycz, glistnik, dziurawiec, nawłoć i szczodrak. Niektóre uchodzą wprawdzie za truciznę, ale sama je stosuje z dobrym skutkiem od pół roku. Dojrzewam do wprowadzenia darów natury na inne pola mojego życia. Mąż namawia mnie na robienie kremów i szamponów, ponieważ mam skórę nadwrażliwą. Przeszłam również (od dziś raptem, ale jednak) na dietę, wyłączając cukier, drożdże i wieprzowe mięso. Postanowiliśmy z mężem troszkę lepiej się odżywiać. Zobaczymy co z tego wyjdzie ;).
OdpowiedzUsuńZgłoszę się po przepis na ten pokrzywowy napój, koniecznie muszę wypróbować, jeśli tylko zdobędę gdzieś stewię. Anita.