No i kolejne Boże Narodzenie i Sylwester za nami. To już drugie święta na wsi ! Nie wiem czy to z powodu tego wiejskiego powietrza czy ilości minionych świąt ;-) ale nie wpadam już jakoś przesadnie w euforię z powodu Christmas time. Może to też po trosze brak ( na szczęście) w zasięgu naszego wzroku i w najbliższej okolicy "rozkrzyczanych świątecznie" galerii handlowych. Nie znaczy to że nie lubię świąt. Lubię i z przyjemnością się do nich szykuję. Ale też nie ogarnia mnie czarna rozpacz jak nie zdążę z czymś, wszak po świętach też się życie toczy.
A Nowy Rok wypadałoby rozpocząć postanowieniami np. dla umocnienia ciała i duszy. Plany i owszem były nawet całkiem ambitne, ale w starym roku bo w nowym ........ to jeszcze świątecznie ;-) o proszę bardzo.
Wyciągnęłam ponownie, schowaną na święta maszynę do szycia . Powracając tym samym do ćwiczenia cierpliwości. Bowiem od pewnego czasu (nie przyznam się od jak długiego ) szyję narzutę. A że umiejętności i wiedza krawiecka są takie jakie są więc ćwiczę swą cierpliwość szyjąc i prując i ponownie szyjąc i znowu prując ....... Kiedyś już w przypływie ślepej ambicji porwałam się na taką robotę i co prawda uszyłam, ale zarzekałam się, że już nigdy przenigdy nie będę takich rzeczy robić, ale cóż czas zaciera przykre doświadczenia.
to jest tylko jedna sztuka i to w połowie drogi, a potrzebuję dwie !
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz